Od refleksji do działania. O samopoznaniu i autoregulacji w szkolnej codzienności

Są lekcje, które przebiegają dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy. Wszystko się zgadza: tempo, zadania, odpowiedzi. Uczniowie pracują, notują, czas płynie zgodnie z naszym scenariuszem. A jednak wychodząc z sali, mamy wrażenie, że coś istotnego nam umknęło. Jakby pod powierzchnią tej dobrze zorganizowanej lekcji nie wydarzyło się nic, co naprawdę mogłoby zostać z uczniem na dłużej. I są też takie momenty zupełnie inne, często niepozorne, kiedy ktoś nagle zatrzymuje się w pół zdania i zaczyna mówić o sobie: że się pogubił, że coś robi nie tak, że dopiero teraz rozumie, skąd bierze się jego trudność. To są chwile, których nie wpisujemy do celów lekcji, ale to właśnie one otwierają przestrzeń do prawdziwego uczenia się.

Coraz częściej myślę o tym, że szkoła wciąż uczy przede wszystkim odpowiedzi, a zdecydowanie rzadziej uczy rozumienia własnego procesu uczenia się. Uczeń wie, co ma zrobić, ale nie zawsze rozumie, co się z nim dzieje, kiedy to robi. Nie zauważa momentu, w którym traci koncentrację, nie rozpoznaje napięcia, które blokuje go przed rozpoczęciem pracy, nie potrafi nazwać strategii, która mu pomaga. W efekcie bardzo wiele działań szkolnych opiera się na powtarzaniu schematów, które nie zawsze działają, ale są jedynymi, jakie uczeń zna. I trudno oczekiwać zmiany, jeśli nie pojawia się refleksja.

Z perspektywy nauczyciela najłatwiej nazwać tę sytuację brakiem motywacji, bo to słowo porządkuje rzeczywistość i daje poczucie, że rozumiemy, co się dzieje. Tymczasem za tym, co nazywamy motywacją, kryje się znacznie bardziej złożony proces, w którym mieszają się emocje, poziom energii, wcześniejsze doświadczenia i sposób myślenia o sobie. Uczeń, który nie podejmuje działania, bardzo rzadko po prostu „nie chce”. Znacznie częściej nie wie, jak zacząć, obawia się porażki albo jest tak przeciążony, że nie ma zasobów, by się zaangażować. Jeśli nie uwzględnimy tego kontekstu, każda próba „zmotywowania” pozostaje powierzchowna i krótkotrwała.

Dlatego coraz bardziej przekonuje mnie myślenie o edukacji jako o przestrzeni, w której równie ważne jak treści są doświadczenia ucznia związane z uczeniem się. To, czy ma możliwość zatrzymania się i przyjrzenia temu, co robi. To, czy ktoś zada mu pytanie nie tylko o efekt, ale o proces. To, czy dostanie przestrzeń do popełniania błędów bez natychmiastowej oceny. W takich momentach zaczyna się coś, co można nazwać samopoznaniem, choć w praktyce często ma ono bardzo prostą formę: krótkiej refleksji, uświadomienia sobie schematu działania, zauważenia zależności między emocją a efektem pracy.

Z tego miejsca bardzo naturalnie przechodzi się do autoregulacji, która nie jest jednorazową umiejętnością ani techniką do zastosowania „od jutra”, ale procesem rozłożonym w czasie. Uczeń najpierw musi nauczyć się rozpoznawać, co się z nim dzieje, potem zrozumieć, dlaczego reaguje w określony sposób, a dopiero na końcu szukać sposobów, które pozwolą mu działać inaczej. W praktyce oznacza to wiele drobnych sytuacji na lekcji, w których uczeń może zatrzymać się, nazwać swoje doświadczenie i spróbować je zmienić. To nie są spektakularne momenty, ale właśnie one budują realną zmianę.

W tym wszystkim rola nauczyciela nie polega na dostarczaniu gotowych odpowiedzi, ale na tworzeniu warunków, w których taka refleksja może się pojawić. To my decydujemy, czy w naszej klasie jest miejsce na chwilę zatrzymania, na pytanie „dlaczego”, na przyznanie się do trudności. To my budujemy sytuacje, w których uczeń może poczuć, że ma wpływ na to, jak się uczy, a nie tylko na to, czy wykona zadanie. Czasem wystarczy zmiana jednego pytania, krótkie zatrzymanie w trakcie pracy albo przestrzeń na podsumowanie, które wykracza poza sprawdzenie poprawności.

Nie zmienimy całego systemu jednym działaniem i nie sprawimy, że każdy uczeń nagle stanie się świadomy swoich procesów. Możemy jednak konsekwentnie budować takie doświadczenia, które krok po kroku przesuwają ciężar z wykonywania poleceń na rozumienie własnego uczenia się. I być może to właśnie w tych drobnych, często niewidocznych momentach dzieje się najwięcej.

Poniżej zamieszczam slajdy prezentacji, którą miałam przyjemność wygłosić na Dniu Otwartym IBE. Jeśli kogoś zainspiruje do wprowadzenia choć małych zmian – to może być pierwszy krok!


brulion dokumentacja do pobrania edukacja filmowa epoki eras literarias gramatyka gra o tron inspiracja komputer kreatywnie kultura popularna lego lekcja lektura liceum lista kontrolna literatura marvelove matematyka matura matura ustna Mickiewicz mPotęga narzędzia rozwoju nauka nowa matura organizacja oswoić gramatykę planowanie początek podsumowanie pomysł pomysły powtórka powtórzenie publikacja relacje romantyzm seriale sierpień TIK uczeń współczesność Święta

PRZECZYTAJ TAKŻE: