Organizacja pracy – coś, co kocham w sierpniu

Organizacja pracy – coś, co kocham w sierpniu

Nie wiem, czy też tak macie, ale w sierpniu – kiedy wszędzie wokoło pełno zeszytów, mazaków, kredek, notesików, teczuszek, karteluszek – przeżywam co roku rozkosz kompletowania „szkolnej wyprawki”. Od najmłodszych lat z zapałem chodziłam do sklepów i wybierałam przybory, które miały mi ułatwiać naukę. Dziś jest tego zdecydowanie mniej, jednak zwyczaj kupowania ślicznych przydasiów pewnie na długo u mnie pozostanie.

Od samego początku swojej szkolnej przygody pracuję w dwóch lub więcej placówkach. Zazwyczaj jest tak, że w jednej, macierzystej, przebywam większość tygodnia, a w pozostałych pojawiam się na kilka godzin. Aby pogodzić wszystkie obowiązki – wpierw przygotowanie i przeprowadzenie zajęć, a później pozostałe rzeczy takie jak dokumentacja, dodatkowe zebrania, szkolenia – wypracowałam kilka nawyków oraz korzystam z narzędzi, które to ułatwiają. Papierowe przydasie też mają w tym swój udział :), choć zdecydowanie mniejszy niż to, w jaki sposób z nich korzystam.

NAWYKI – CZYLI NAJTRUDNIEJSZE SĄ MAŁE RZECZY

Najtrudniejszą rzeczą, z którą musiałam się zmierzyć, pracując w kilku miejscach, była systematyczność. To jest cecha, nad którą długo pracowałam, a która ratuje mnie zwłaszcza w najgorętszych momentach roku – na zakończenie semestru, przed Świętami, Radą, zebraniem. Co robię regularnie?
  • DZIENNIK – i tym z nie ma zmiłuj. Elektroniczne i papierowe dzienniki, jeśli ich nie uzupełnimy od razu, urastają do niebotycznych rozmiarów, a zaległości mnożą się bardzo szybko. Dobry nawyk – wchodzę do klasy i od razu uzupełniam to, co muszę – temat, obecności, oceny, jeśli mogę. Na wiadomości odpowiadam w wolnej chwili na przerwie albo bezpośrednio po lekcjach, jeszcze w szkole. I o Librusie zapominam w domu, bo to niepozorny, ale skuteczny pożeracz czasu.
  • PLANOWANIE – zarówno lekcji, jak i klasówek, projektów i osobistych działań. Pierwszy raz siadam do tego właśnie w sierpniu – rozrysowuję sobie, co powinnam zrobić z którą klasą, gdzie na pewno wypadną mi godziny i kiedy najlepiej zrobić z nimi coś ciekawszego. Sprawdzam, jaki materiał mam do omówienia – czy mogę go podzielić na małe części, a może będzie potrzeba, by robić podsumowanie dopiero po miesiącu.
    Kolejny etap to planowanie miesiąca. Biorę wtedy podręcznik, kalendarz i wpisuję ołówkiem pod każdą datą temat, zaznaczam, kiedy chcę zrobić pracę klasową, napisać z nimi wypracowanie albo pójść na wycieczkę. Wszystko dostosowuję do danej klasy – są takie, które potrzebują więcej podsumowań, a są też takie, którym wystarczy powtórka pod koniec dziełu/epoki.
    Ostatni etap to planowanie tygodnia. Siadam z moim kalendarzem szkolnym i domowym oraz sprawdzam, jakie zadania są do zrobienia. Zapisuję niektóre na dany dzień, a część zostawiam na tzw. „wolne chwile”. W planowaniu uwzględniam także sprawdzanie prac – nigdy nie robię ich zbiorczo w każdym zespole, tylko maksymalnie w dwóch w danym tygodniu, bo później wiem, że nie będę mieć czasu (a tym bardziej motywacji), by to sprawdzić. Praca podzielona na mniejsze części zawsze łatwiej wygląda.
  • KONTROLA MOJEJ KLASY – czyli zaglądanie, czy wszystko gra. Raz w tygodniu, w wolnej chwili, sprawdzam dziennik pod kątem postępów moich uczniów. Patrzę na uwagi, ich obecności, oceny. Jeśli coś mnie niepokoi – od razu to zapisuję i rozmawiam z istotką. Moje klasy przyzwyczaiły się, że mniej więcej wszystko ogarniam, więc zazwyczaj z większymi problemami przychodzą od razu. Wiedzą też, że ta kontrola wynika z troski – moja kontrola raczej ma na celu rozwiązywanie ich trudności niż reprymendę, chociaż i takie czasem się zdarzają.
  • UZUPEŁNIANIE DRUCZKÓW I INNYCH PAPIERZYSK – czy Wam też w odmętach toreb, plecaków, teczek giną te wszystkie niezbędne-na-wczoraj-ważne druczki i znajdujecie je nie wtedy, gdy trzeba? Ja tak niestety mam. Musiałam nauczyć się, że tego rodzaju papiery podpisuje się od razu i jak najszybciej oddaje, bo inaczej tajemniczo znikną.
  • ODPOCZYWANIE – ostatni punkt, ale bardzo ważny. Regularnie – codziennie co najmniej godzinę – odpoczywam. Jeśli miałam siedzący dzień, to biegam, ćwiczę, jeśli bardziej aktywny – to czytam, oglądam ulubiony serial, spędzam czas w ogródku. Wiem, że taki czas „dla mnie” pozwala mi się zregenerować i lepiej działam. W tygodniu mam też zazwyczaj tzw. dzień lenia, który polega na tym, że później wstaję, nie planuję dodatkowej pracy i spędzam ten czas rodzinnie.
Pewnie każdy, kto teraz spojrzy na tę listę, pomyśli sobie, że każdy czasem zapomina, nie wszystko można tak ogarnąć. To prawda. Jednak im bardziej się staram, im bardziej świadomie do tego podchodzę – tym rzadziej zaniedbuję powyższe nawyki. Z czasem działa to podobnie jak światła w aucie – robię to na tyle automatycznie, że nie trzeba mi specjalnie przypominać i zajmuje to naprawdę chwilę.

NARZĘDZIA CYFROWE I PAPIEROWE

Praca w kilku miejscach nie byłaby możliwa, gdyby nie odpowiednio zaopatrzone biuro. Wiele rzeczy zapewniały mi placówki (zwłaszcza prywatne), ale część przygotowuję samodzielnie, by zapobiec zapominaniu i ułatwić organizację codzienności.
Przede wszystkim od wielu lat korzystam regularnie z kalendarza w wersji papierowej. Zazwyczaj jest to jedna kartka na dzień, czasem jednak zdarza się, że odważę się na taki, gdzie tydzień jest rozrysowany na dwóch stronach. Notuję w nim wszystko – listy do konkretnych sklepów (IKEA ❤), rzeczy do zapamiętania, wpisania, zapłacenia. Regularnie w moim kalendarzu gości:

  • rozliczenie rachunków;
  • lista do zrobienia (z podziałem na dni/tydzień/temat);
  • terminy spotkań, przy której naklejam kartkę z listą tematów do poruszenia;
  • orientacyjny czas, kiedy powinnam zabrać się np. za badania lekarskie, gdzieś zadzwonić, zarejestrować się;
  • wpisane klasy, z którymi mam lekcje, tematy oraz rzeczy do powiedzenia im;
  • daty urodzin/imienin;
  • listy do sklepów;
  • propozycje wycieczek/projektów;
  • strony internetowe, które powinnam odwiedzić;
  • listę wymarzonych prezentów;
  • i inne rzeczy, które przydają się w domu i pracy.
Wszystkie rzeczy prowadzę na bieżąco, to znaczy, że listę do sklepu uzupełniam w całym tygodniu, a nie jednego dnia. Podobnie z wszystkimi propozycjami i zadaniami – mój kalendarz zapełnia się stopniowo, przy planowaniu tygodnia uwzględniam bufory czasowe, by nie musieć się gdziekolwiek spieszyć.
Do pracy z kalendarzem pomocne są różnego rodzaju zakreślacze (jeden kolor = jedna szkoła), karteczki samoprzylepne, koszulki z zapięciami… Br
akuje tylko naklejek, ale do nich nie mogę się przekonać – za dużo zachodu 😉
Są jednak zadania, które łatwo wypadają z głowy, a załatwić je trzeba. Znajdują one miejsce na tablicy, którą wieszam nad biurkiem. Z satysfakcją skreślam je zaraz po wykonaniu, by mieć motywację do działania dalej.
Zdarza się, że projekt realizuję wraz z innymi. Do tego przydają się narzędzia cyfrowe, które umożliwiają jednoczesną pracę i kontrolę tego, co inni robią. Nie odkryję tu niczego nowego – najlepiej sprawdziły mi się Dokumenty Google oraz Gmail (wersja szkolna). Były to jednak narzędzia narzucone mi przez dyrekcje. Jeśli miałabym samodzielnie wybrać narzędzie, to do planowania wybrałabym Trello lub Asanę, które są wyspecjalizowanymi narzędziami do planowania i kontrolowania postępów projektów.
Być może wiele osób zdziwi się, ale jedną ze stron, która pomaga mi w organizacji mojej pracy jest Facebook. Należę do kilkunastu grup nauczycielskich związanych z ocenianiem, awansem, narzędziami cyfrowymi i z nich czerpię wiele materiałów i pomysłów, które zapisuję na komputerze lub notatniku z pomysłami i później wcielam w życiu. Na Facebooka też sobie w trakcie dnia wyznaczam czas – raczej nie jestem tam na okrągło. Często poprzez Messangera komunikuję się z uczniami lub innymi nauczycielami, co także pozwala „ogarniać” wszystko na bieżąco.
Do zbierania pomysłów często wykorzystuję Padlety – czyli cyfrowe tablice, na których możemy kolekcjonować obrazy, linki, luźne notatki. Linkuję przykładowy padlet, na którym zbieram narzędzia cyfrowe, które były mi później potrzebne do pisania doktoratu i testowania. Jest to bardzo intuicyjna strona, pozwalająca uniknąć miliona otwartych zakładek czekających na przeczytanie.
Ostatnia rzecz, o której chciałam wspomnieć, to zeszyt do wszystkiego, który pojawił się w moim życiu po przeczytaniu biografii Wisławy Szymborskiej. W tym zeszycie notuję to, co przychodzi mi do głowy, co wiem, że jest fajne, ale musi poczekać albo filmy, seriale, książki, które chciałabym obejrzeć i przeczytać. Znajduje się to wszystko w jednym miejscu i wiem, gdzie zajrzeć, gdy szukam inspiracji.
Oczywiście, to nie wszystko potrzebnostki, które pomagają mi w pracy. Są też kolorowe magnesy, kolorowe pisaczki, mazaczki i wiele innych, ale o tym – przy innej okazji.

Poniżej zostawiam Wam do pobrania kilka list, pomocnych w organizacji pracy. Mam nadzieję, że niezależnie od tego, czy jesteście nauczycielami, czy uczniami, czy rodzicami – przydadzą Wam się tak samo, jak mi 🙂 Łapcie!

Lista zadań – miejsce do wpisania tematu/tygodnia
Plan tygodniowy – wersja pudrowa
Plan tygodniowy – wersja niebieska

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *